Pozytywnie się zachwycic, tak po prostu wzruszyc i wypic całą esencję życia; spic śmietankę z gorzkiej codzieności. Spojrzec w oczy głęboko i zatopic zwyczajnosc. Uczucia są niezatapialne. Głębiej… i wie się wszystko; bez słów, bez gestów. Cienka nitka porozumienia drgająca pod wpływem wydychanego powietrza. Mrówki roznoszą ciepło po ciele, spowodowane wywołanym wspomnieniem. Powieki uwalniają wilgoc. Brakuje tchu, jak po dlugim biegu. Twarz wykrzywia grymas. Uśmiechu. Zaraz znika. Pryska czar chwili.
Jadą samochody, snuja sie szare postacie, szeleszcą liście gwiżdże wiatr. Upijam kolejny łyk gorącej kawy. Ciepło. Moje dłonie w czyiś. Grzeję ręce. Jedno spojrzenie i motylki w brzuchu. Ulatują. To jesień. Nie czas na motyle. Fruwają liście. Wirują. Tańczą na wietrze. Gra muzyka. Spokojna, przyjemna. Coraz szybsza! Kręci się świat. Sylwetki zwarte w uściskach podrygują, skaczą. Znowu wszytko zwalnia. Piosenka o niespełnionej milości. I mnie ktoś przytula. Mocne ramiona. Wtulam się w nie mocniej. Owijam szyję szczelniej szalikiem. Realne patrzenie na świat zabija najpiękniejsze chwile. Piękne w swojej prostocie. Kwiaty na łace, jeden uśmiech, pełne słońce, wiatr we wlosach, pocałunek… Za czym my gonimy? Kiedy nie możemy odnaleźc siebie…