Przedostała się w parszywy czas przez ulice zakażone bezradnością dni
Przez korytarz betonowych spraw pewność że my
Mimo wszystkich nie przespanych nocy
mimo prawdy porzuconej na rozstajach dróg
Potrafimy w rzeczywisty sposób znalezć się już
W domu będzie ogień a do domu proste drogi wiodą słusznie moje stopy nie zabraknie mi sił
Czas poplątał kroki jes łagodny i beztroski ma zielone kocie oczy tak samo jak ty

Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały starach
Nie dowiary że tak bardzo płonę
Nie dowiary że rozumiem każdy znak

Zapomniałem że od kilku lat wszyscy giną jakby nigdy ich nie miało być
w stu tysiącach jednakowych miast
Giną jak psy

Dobre niebo kiedy wszyscy śpia pochlipuje modlitwami niestrudzonych ust
Tylko błagam nie załamuj rąk
Chroni nas Bóg!
Mógłbym tyle słów utoczyć krągłych i beztroskich ze słonego ciasta zmierzchów jeśli zechcesz je znać
Wzrok przekroczył linię horyzontu aby zginąć a ty przy mnie śpisz i żyjesz nieodległa w snach

To ja ten sam od tylu lat tak
Bo Ciebie mi brak Ciebie mi brak
Bo Ciebie mi brak Ciebie mi brak
To ja ten sam od tylu lat tak
Ciebie
ogien.jpg